poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 43

Robert :
Po wyjściu Weroniki ze szpitala, cały czas myślałem o tym co mi powiedziała. Kocham ją i Nikodema i nie mam zamiaru ich zostawiać, ale nadal coś czuję do Ani. Nasz związek trwał 4 lata i nie da się tak od razu zapomnieć, przynajmniej ja tak nie umiem. Czułem trochę ból po postrzale, więc postanowiłem, że pójdę już spać.
Następnego dnia :
Obudziłem się i już tak wielkiego bólu nie odczuwałem w klatce piersiowej jak wczoraj. Jak się obudziłem to była jakaś 10. Wstałem i poszedłem do łazienki. Po chwili ponownie wróciłem na szpitalne łóżko i czekałem, aż moja ukochana przyjdzie do mnie z pociechą. Wziąłem mojego smartphone do ręki i postanowiłem sprawdzić co się dzieje na świece. Gdzie nie spojrzałem to tam tylko pisało " Napastnik Borussii Dortmund i Reprezentacji Polskiej, został postrzelony " lub " Gwiazda Bundesligi postrzelona ! ". Nie chciałem się denerwować i wyłączyłem telefon. Leżałem sobie, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. 
- Proszę - powiedziałem i od mojej sali uchyliły się drzwi. Po chwili zjawiła się w nich kobieca sylwetka, była to sylwetka Ani.
- Cześć Robert - powiedziała niepewnie.
- Cześć - odpowiedziałem bez entuzjazmu.
- Mogę wejść ?
- Tak.
- Co chcesz ? - zapytałem od razu, bo wiedziałem, że zapewne coś knuje.
- Nic po prostu chciałam Cię odwiedzić. Chciałam się spytać jak się czujesz ? - posłała mi lekki uśmiech.
- Coraz lepiej - odpowiedziałem odwzajemniając uśmiech.
- Robert ... Tęsknie za Tobą, ja nadal Cię kocham i tak wiem masz dziecko i narzeczoną i jesteś z nimi szczęśliwy, ale nasz związek trwał 4 lata i ja tak nie umiem od tak sobie o Tobie zapomnieć i wymazać z pamięci chwile z Tobą spędzone.
- Ania ja też nie umiem o tym zapomnieć i uświadomiłem sobie, że nadal coś do Ciebie czuje, ale to nie jest takie mocne uczucie jak przedtem. Kocham Weronikę i Nikodema, i nie zostawię ich. - nie wierzyłem, że właśnie to powiedziałem.
- Kocham Cię - powiedziała i namiętnie mnie pocałowała. Odwzajemniłem pocałunek choć nie powinienem. Jej usta smakowały inaczej niż kiedyś, były takie inne, takie łagodniejsze. Brakowało mi jej ciepła i tej czułości. Boże Robert zejdź na ziemie ! Przecież w każdej chwili może wejść Weronika. Lewandowski ogarnij się !
- Nie Ania - przerwałem. - Nie powinienem.
- Ale tego chciałeś. - powiedziała.
- Proszę Cię idź sobie - odwróciłem wzrok.
- Dobrze pójdę, ale ja wiem, że ty mnie jeszcze kochasz i będę o nas walczyć - rzuciła i wyszła. Leżałem i analizowałem to co przed chwilą się stało. Co ja narobiłem. Nie chce stracić dwóch najważniejszych dla mnie osób. Nawet nie zauważyłem kiedy do sali weszła moja narzeczona z synkiem.
- Cześć kochanie - podeszła do mnie i dała mi buziaka w usta.
- Cześć - uśmiechnąłem się tak, aby nic nie podejrzewała. - Pokaż mi tu mojego synka.
- Proszę - wyjęła małego z nosidełka i mi go dała.
- Jak ty urosłeś maluchu - dałem mu buziaka i mocno go przytuliłem. Niko się tak słodko uśmiechnął. Zacząłem się z nim bawić, a moja ukochana nam się bacznie przyglądała.
- Brakuje mi Ciebie w domu - powiedziała.
- Niedługo już będziemy razem - uśmiechnąłem się. Zaczęliśmy się bawić i tak straciliśmy poczucie czasu, że oni już siedzieli u mnie z jakieś 2 godziny. Nasz dobry humor przerwał na lekarz.
- Panie Robercie - uśmiechnął się.
- Tak ? - zapytałem.
- Może pan się pakować, wychodzi pan już dzisiaj - rzucił.
- Nareszcie - zaśmiałem się. Doktor wyszedł z sali i ponownie zostaliśmy sami.
- Dobrze, że przywiozłam Ci rzeczy - rzuciła polka.
- Kocham Cię. - pocałowałem ją.
- Wiem - zaśmiała się. - Dobra daj mi małego, a ty tu trzymaj ubrania i idź się przebrać.
- Dobrze kochanie - wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Ubrałem się i już byłem gotowy. Wyszedłem z łazienki, w sali czekała już na mnie Weronika i razem wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy do mojego auta. Ja kierowałem się na miejsce kierowcy.
- O nie kochanie, ja prowadzę - powiedziała moja narzeczona.
- Ale kochanie - chciałem się sprzeciwić, ale na marne.
- Nie ma żadnego, ale - powędrowałem na miejsce pasażera, a ona na miejsce kierowcy. Ruszyliśmy do domu. Na miejscu znaleźliśmy się po jakiś 25 minutach. Wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy do mieszkania. Poszedłem do kuchni, a Weronika poszła położyć małego. Wlałem sobie wody do szklanki i patrzyłem przez okno. Cały czas moje myśli krążyły w okół Ani i tego pocałunku. Zdałem sobie sprawę, że nadal ją kocham, ale chyba bardziej kocham Weronikę. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos mojej ukochanej.
- Co tam patrzysz ? - posłała mi uśmiech.
- A myślę sobie - odwzajemniłem uśmiech.
- A o czym ?
- O nas i o tym kiedy zrobimy chrzciny małego.
- Właśnie miałam Ci mówić, że są one jutro.
- Co ? A już wszystko jest gotowe ?
- Tak, kościół goście zaproszeni, Mario powiadomiony jako chrzestny i miał przekazać Klaudii - odpowiedziała.
- A czemu ty jej tego nie przekażesz ? - zapytałem.
- Bo jesteśmy pokłócone, a ja jej pierwsza nie przeproszę, bo nie mam za co, to ona na mnie naskoczyła.
- Dobrze, ale mogłabyś wyciągnąć rękę pierwsza.
- Ale czemu ?  zapytała.
- Bo wiem, że chcesz to zrobić tylko się boisz - odpowiedziałem. - A teraz weźmiesz telefon i do niej zadzwonisz.
Weronika :
Robert miał rację, chciałam pogodzić się z Klaudią, ale się bałam. Lewy podał mi telefon i połączył mnie z przyjaciółką. Przyłożyłam telefon do ucha i czekałam, aż odbierze. Po trzech sygnałach usłyszałam jej głos.
- Halo ?
- Klaudia - powiedziałam cicho.
- Po co dzwonisz ? - zapytała sucho.
- Zapytać się czy Mario przekazał Ci wiadomość.
- Tak przekazał i dziękuje - odpowiedziała nieco milej.
- Za co ? - zapytałam.
- Za to, że wzięłaś mnie za chrzestną małego.
- Nie masz za co dziękować - lekko się uśmiechnęłam.
- Weronika
- Tak ?
- Chciałam Cię przeprosić za to, że w tedy w szpitalu na Ciebie naskoczyłam, nie powinna. Zachowałam się jak skończona idiotka, bo ty w tamtym czasie mnie potrzebowałaś, a ja głupia takie coś zrobiłam.
- Przestań tak mówić. Nie jesteś idiotką, ani nie jesteś głupia. Też chciała Cię przeprosić - odpowiedziałam.
- Za co ?
- Za to, że się wtrącam w Twój związek z Mario.
- Chcesz pomóc i za to Ci dziękuje, ponieważ zrozumiałam to i pogodziłam się z nim - wyczułam jak się uśmiecha.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
- Dobra kochana ja kończę, bo Goetze mnie woła - zaśmiała się.
- Papapap - pożegnałam się i rozłączyłam.
- I ? - wpatrywał się we mnie Lewy. Rzuciłam mu się w ramiona.
- Dziękuje - wyszeptałam i dałam mu buziaka.
- Nie ma za co - uśmiechnął się, ale ten uśmiech był jakiś inny niż zawsze.
- Kochanie co się stało ? - zapytałam patrząc mu w oczy.
- Nic kotku - pocałowała mnie w czubek nosa.
- Na pewno ?
- Tak - zaśmiał się. Usiedliśmy w salonie i zaczęliśmy oglądać jakiś film. Po chwili okazało się, że to komedia romantyczna i oczywiście musiałam się popłakać.
- Jak zwykle płaczesz - zaśmiał się Robert - To takie kochane.
- Jak cała ja - odpowiedziałam z uśmiechem, wycierając łzy.
- Skromności Ci nie brakuje.
- No nie - wytknęłam mu język. - Kotek ?
- Tak ?
- Boli Cię jeszcze klatka piersiowa ? - zapytałam z troską.
- Jak jestem przy tobie to nie - pocałował mnie namiętnie. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne i pełne pożądania. Robert wziął mnie na ręce i kierowaliśmy się do sypialni. Po drodze pozbywaliśmy się naszej garderoby. Będąc już w sypialni nie mieliśmy już nic na sobie. Lewandowski delikatnie położył mnie na łóżku. Piękne popołudnie spędziliśmy w swoich objęciach i nie tylko. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy zasnęliśmy, dopiero obudził nas dźwięk dzwonka od domu.
- A to kogo niesie ? - zapytał podirytowany Robert, ponieważ nie chciał mnie wypuszczać z objęć.
- Nie wiem, dlatego pójdę sprawdzić - odpowiedziałam i dałam mu buziaka. Założyłam szybko bieliznę i narzuciłam na siebie koszulkę napastnika. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi.
- Ocho chyba przeszkadzamy - powiedział Mario lustrując mnie wzrokiem.
- Nie no wchodźcie - rzuciłam. Mario, Marco i Klaudia weszli do środka.
- Gdzie Lewy ? - zapytał Reus.
- Na górze.
- Ok to idę do niego.
- Radziłabym ... - nie dokończyłam, ponieważ blondyna już nie było.
- Widzę, że się działo - zaśmiał się Goetze.
- Hmmm ?
- Spójrz w lustro - doradziła mi Klaudia. Tak jak powiedziała poszłam zobaczyć się w lustrze. Od razu pożałowałam, że to zrobiłam, ponieważ wyglądałam okropnie. Moje włosy były okropne, każdy stał w inną stronę. Szybko przeczesałam je ręką. Wróciłam do przyjaciół lekko speszona i zaczerwieniona.
- Mogliście uprzedzić, że przyjdziecie.
- A chcieliśmy wam zrobić niespodziankę i chyba przeszkodziliśmy - ponownie Mario się zaśmiał, aż prawie się dławił tym śmiechem.
- Oj już przestań - dałam mu kuksańca w bok.
- Dobra, dobra.
- Mogłem lepiej nie iść na tą górę - zaśmiał się Reus schodząc ze schodów.
- Chciałam Cię ostrzec, ale popędziłeś więc masz za swoje - wytknęła mu język. Ten podszedł do mnie i wziął mnie jak worek ziemniaków.
- Coś mówiłaś ?
- Tak ! Postaw mnie idioto ! - krzyczałam.
- Jak ty mnie nazwałaś ?!
- Idiota ! - zaczęłam się śmiać.
- Teraz to już na pewno Cię nie postawie - odpowiedział Marco.
- A co tu się dzieje ? - zapytał napastnik wchodząc do salonu.
- Lama nie chce mnie postawić na ziemie ! - poskarżyłam się Robertowi.
- No i teraz patrz co Ci zrobię - rzucił blondas. Rzucił mnie na kanapę i zaczął łaskotać.
- Ro-obert ! - wołałam ukochanego, żeby mi pomógł. Ze śmiechu się popłakałam i bolał mnie brzuch.
- Reus - podszedł do niego mój narzeczony.
- Słucham ?
- Zostaw moją narzeczoną. Wiem, że jest nieziemsko ładna, ale jest moja.
- Oj tylko na momencik - zaśmiał się piłkarz z numerem 11.
- Reus przestań, bo ona zaraz mi pęknie.
- Oj no dobra - posmutniała mu mina. Nareszcie zostałam uwolniona. Szybko wstałam i dałam kopniaka w dupsko Marco.
- Ty durniu, obudziłeś mi dziecko - usłyszałam płacz Nikodema.
- Ale to nie ja krzyczałem - odpowiedział.
- No nie, ale to przez Ciebie - udałam obrażoną.
- Oj no nie obrażaj się misiaczku - Marco podszedł do mnie i dal mi buziaka w policzek.
- Ekem - odchrząknął Lewy po to, aby Reus się opamiętał.
- Dobra to ja idę po małego - wtrąciła się Klaudia.
- Poczekał pójdę z Tobą - posłałam jej uśmiech. Poszłyśmy na górę.
- Tęskniłam za Tobą.
- Ja za Tobą też - przytuliłam ją. Weszłyśmy do pokoiku małego, przyjaciółka wzięła go na ręce, a ja poszłam do szafy poszukać mu ubranek. Znalazłam ciuszki i wzięłam małego od Klaudii. Przebrałam Nikodema i podałam przyjaciółce.
- Jaki on słodki - wpatrywała się w niego. - Strasznie jest podobny do Roberta.
- Ale nos ma po mnie - zaśmiałam się. - A jak ty się czujesz ?
- A no dobrze. Już dzidziuś kopie - posłała mi uśmiech.
- To dobrze.
- Idziemy do bandy dzieciaków ?
- Hahah chodźmy - zamknęłyśmy za sobą pokój i zeszłyśmy na dół.
- No i to mi się podoba - powiedział Robert patrząc na ubranko małego.
- Nam też - dodali Mario i Marco. Przez jakieś 2 godziny siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy o wszystkim. Zauważyłam, że Reus ciągle na mnie spogląda. O co mu chodzi ? Nie mam pojęcia.
- Marco możemy na chwilę na bok ? - zapytałam.
- Jasne - odpowiedział szczerząc się. Poszliśmy do kuchni tak, aby nikt nas nie słyszał.
- Marco mogę wiedzieć czemu tak na mnie się ciągle patrzysz ?
- Bo ładnie wyglądasz w samej koszulce - zmierzył mnie wzrokiem od pasa w dół.
- Och blondasku przestań - walnęłam go i wróciłam do reszty. Było już późno i goście rozeszli się do domu. Robert poszedł położyć małego spać, a ja szybko wzięłam prysznic. Ubrałam się w piżamę i podreptałam do łóżeczka. Położyłam się i po chwili dołączył do mnie mój ukochany.
- Zasnął bez problemu ? - zapytałam.
- Tak - posłał mi uśmiech. Robert położył się koło mnie i przytulił. - Brakowało mi tego.
- Mi też - odwróciłam się do niego twarzą i dałam mu soczystego buziaka. - Dobranoc kochanie.
- Dobranoc. - dał mi buziaka i poszliśmy spać.
****************************************************
Nareszcie ! Mamy już 43 rozdział ;) Mam nadzieję, że wam się spodoba <3 Jak wam mijają wakacje ? :D
Bo mi bardzo dobrze ;) Borussia wygrała Super Puchar Niemiec ! <3 Słyszeliście, że Mario został pobity w Dortmundzie przez kibiców BVB ;c Brak słów ;c
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 42

[...] Moje oczy dostrzegły Kamila i Ankę, którzy stali w kącie i uśmiechali się podejrzliwie. Mój wzrok wbił się w Kamila, a dokładniej w jego lewą rękę. Trzymał w niej ... pistolet. Przestraszyłam się, ale miałam ochotę do niego podbiec i strzelić do niego z tego pistoletu, żeby zdechł i pocierpiał tak jak ja.
- To.. to ty ! - krzyknęłam w ich stronę, a oni tylko zaczęli się śmiać. - Jeszcze tego pożałujecie.
- Jeszcze Ci go odbiorę - podeszła do mnie Anka i wyszeptała mi do ucha. Popatrzyłam na nią ze łzami w oczach i szybko odeszłam, raczej pobiegłam. Usiadłam na krzesełku przed salą piłkarza i zaczęłam płakać. Nagle poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu.
- Co się stało ? - usłyszałam męski głos. Podniosłam głowę i moim oczom ukazał się Marco.
- Ja już nie daje rady - wypowiedziałam przez łzy.
- Ale z czym ?
- Właśnie przed chwilą spotkałam Kamila i Anię ... To oni postrzelili Roberta - popatrzyłam na Reus'a i zauważyłam, że ma ochotę im coś zrobić.
- Nie podaruje im.
- I jeszcze na dodatek Anka powiedziała, że odbierze mi Roberta.
- Nie dopuścimy do tego - pocieszył mnie.
- Chce pogadać o tym wszystkim z Klaudią, ale się z nią pokłóciłam ...
- Jeszcze się pogodzicie, wy nie możecie bez siebie wytrzymać - zaśmiał się blondyn.
- Może i masz rację - posłałam mu lekki uśmiech.
- A teraz chodź, bo Lewy chce coś od Ciebie.
- Okej idę - wstałam, otarłam łzy i ruszyłam. Weszłam do środka i podeszłam do ukochanego.
- Gdzie byłaś ? - zapytał uśmiechając się.
- Musiałam porozmawiać z Klaudią i się z nią pokłóciłam - spuściłam głowę.
- Nie smuć się, pogodzicie się.
- Wiem, że się pogodzimy i trochę mnie to już nie martwi.
- To co Cię gnębi ?
- Nic - uśmiechnęłam się sztucznie, ale robiłam to tak, aby tego nie pokazać.
- Przecież widzę - usiadł.
- Połóż się, bo Cię będzie boleć - chciałam go położyć, ale był uparty i silniejszy.
- Nie położę się, aż mi nie powiesz co się stało.
- Boże jaki ty jesteś uparty ! - wkurzyłam się.
- Bo chcę dowiedzieć się czemu moja ukochana jest smutna ...
- Dobrze powiem Ci. Spotkałam w szpitalu Kamila i Anię ... Kamil miał pistolet i jestem pewna, że to on Cię postrzelił - powiedziałam niepewnie.
- Jesteś pewna ? - zapytał ze zmartwioną miną.
- Tak... ale to jeszcze nie wszystko.
- Słucham dalej - popatrzył na mnie.
- Anka do mnie podeszła i powiedziała, że mi Cię jeszcze odbierze - po moim policzku spłynęła łza.
- Cicho nie płacz - przytulił mnie. - Nie pozwolę na to.
- Ja już tego nie wytrzymuje, od małego miałam pod górę. Teraz myślałam, że jak wyjadę to wszystko się jakoś ułoży,a tu jeszcze się bardziej wszystko pieprzy - wtuliłam się w niego.
- Masz kochającą rodzinę, przyjaciół i to się liczy, a ja Cię nigdy nie zostawię - pocałował mnie w głowę.
- Obiecujesz ?
- Obiecuje.
- Kocham Cię - pocałowałam go. - Ja już będę wracała do domu, do Nikodema.
- Ja Ciebie też. No dobrze, ale obiecaj, że jutro przyjedziesz z moim małym piłkarzem.
- Obiecuję - posłałam mu uśmiech. Pożegnałam się i wyszłam z sali. Skierowałam się do domu. Byłam na miejscu po 20 minutach. Weszłam do domu i od wejścia usłyszałam śmiech Mario i Nikodema. Weszłam do salonu i zobaczyłam jak Mario bawi się z Nikosiem.
- A co tu się dzieje ? - zaśmiałam się.
- Twój synek nieźle może wymęczyć - odparł Goetze.
- Ma to po tatusiu.
- Zgadzam się - zaśmiał się.
- Niko chodź do mamusi - podeszłam do synka, wzięłam go na ręce i ucałowałam.
- Weronika - powiedział piłkarz.
- Tak ? - oderwałam wzrok od Nikodema i skierowałam go na męża Klaudii.
- Jak z Robertem ?
- Operacja się udała i jest wszystko dobrze - odpowiedziałam i posłałam mu uśmiech.
- To dobrze. Jak się trzymasz ?
- Nie za dobrze - posmutniałam. - Pokłóciłam się z Klaudią.
- O co ? - widziałam, że się martwi.
- Domyśl się ...
- O boże, przepraszam to moja wina - spuścił głowę.
- Daj spokój to nie twoja wina - uśmiechnęłam się. - Niedługo się pogodzimy, zobaczysz.
- Mam nadzieję, ale cholernie mi jej brakuje - odpowiedział.
- Wszystko wróci do normy za nim się obejrzysz.
- Dziękuje Ci - podszedł i mnie przytulił.
- Za co ? - rzuciłam.
- Za to, że jesteś - pokazał rządek białych zębów.
- Ależ nie ma za co - zaśmiałam się.
- Ja już będę uciekał.
- No dobrze, to do jutra - uśmiechnęłam się.
- Do jutra, pa - pocałował mnie w policzek i wyszedł z mieszkania. Zostałam sama z Nikodemem. Spojrzałam na zegarek i była już 20:00. Poszłam wykąpać małego, ubrałam w piżamkę i poszłam położyć go spać. Usypianie małego zajęło mi jakieś 10 minut. Zmęczona tym całym dniem poszłam do łazienki wziąć kąpiel. Moja kąpiel zajęła mi 30 minut. Owinięta w ręcznik podreptałam do garderoby, aby wybrać ubrania do spania. Zobaczyłam na wierzchu koszulkę Roberta i postanowiłam ją założyć. Ubrana w piżamę poszłam do sypialni i położyłam się na łóżku. Gdy się położyłam to brakowało mi jednego, Lewego. Brakowało mi tego, że mogę się do niego przytulić, brakowało mi jego dotyku i głosu. Jednak wiedziałam, że za niedługo tego mi nie będzie już brakować. Próbowałam zasnąć, ale się wierciłam. Zasnęłam dopiero po drugiej w nocy.
*************************************************
Jej jest już 42 rozdział ;o Nie wiedziałam, że do tylu rozdziałów dojdę ;p Planuje jeszcze tak z 4, albo może trochę mniej i być może zakończę tego bloga ;c Mam już nawet pomysł na zakończenie.
Trochę ten rozdział jest krótki, ale niestety nie mam jakoś weny ;c Wróciłam od babci, ale za tydzień ponownie wyjeżdżam i nie będzie mnie przez tydzień ;c Będę jeden dzień w Pradze i się jaram *.*
Dzisiaj mecz Borussii <3 Trzymajmy kciuki <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

piątek, 28 czerwca 2013

WAKACJE ;3

No i nadeszły wakacje <3 Wiąże się z tym, że na jakiś czas zawieszam blooga, ale dokładnie nie wiem na ile ;c Więc życzę wam udanych wakacji i, żebyście byli uśmiechnięci ;p I najważniejsze, żebyście nie zapomnieli o moim blogu ;p

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 41

[..] zaśmiał się Lewy i nagle usłyszałam strzał i zobaczyłam jak Robert osuwa się na ziemie,a z klatki piersiowej leci mu krew.
- Robert ! - krzyknęłam tak mocno, aż Niko się przestraszył i zaczął płakać. Nie zwlekając ani chwili odłożyłam Nikodema na kocyk i podbiegłam do Lewego. Wzięłam jego głowę na swoje kolana.
- Kocha... - wyszeptał ukochany, ale nie dokończył bo mu przerwałam.
- Cicho kochanie, nic nie mów, wszystko będzie dobrze - z moich oczy płynęły łzy, lały się jak strumieniem.
- Pogotowie już w drodze - rzucił Reus, który przykląkł przy nas. - Stary nie poddawaj się, jesteś silny i dasz radę.
- Wiem - wyszeptał z lekkim uśmiechem na twarzy i delikatnie zamknął oczy.
- Proszę Cię Robert, nie zamykaj oczu - nie mogłam powstrzymać łez, a w głowie miałam same czarne scenariusze. Przez jeszcze jakieś 5 minut tak klękałam przy Lewandowski, aż nagle przyjechało pogotowie. Wbiegli do ogródka i kazali mi się odsunąć od Roberta. Nie chciałam go puścić i Marco musiał mnie od niego odciągnąć. Mojego ukochanego wzięli na nosze i kierowali się ku wyjściu. Piłkarz z numerem 11 mocno mnie przytulił i patrzyliśmy jak zabierają napastnika BVB. Przyjaciel Roberta zapytał się do jakiego szpitala go zabierają i gdy się dowiedział, wziął małego na ręce, ponieważ ja nie byłam w stanie. Reus złapał mnie pod rękę i razem we trójkę weszliśmy do domu.
- Weronika może idź się przespać ? - zapytał.
- Ty mi teraz każesz iść się przespać ?! - krzyknęłam choć tego nie chciałam. - Przepraszam....
- Nic się nie stało - odpowiedział. Uspokoił Nikodema, który cały czas płakał. Udało mu się go nakarmić, przebrać i położył go spać. Przyszedł do salonu i usiadł koło mnie.
- Marco ? - spojrzałam na niego.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - odpowiedział.
- Gdzie go zabrali ?
- Do Somnolab Dortmund.
- Pojedziemy tam ? - ponownie zapytałam przyjaciela.
- Tak, ale to za jakieś 10 minut, dobrze ? - odpowiedział.
- Okej. - odparłam. Usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do domu i po chwili w salonie ukazał się Mario jakiś taki smutny.
- A Ci co ? - zapytał Reus.
- Klaudia mnie wyrzuciła z domu - odpowiedział łamliwym głosem. - A czemu Weronika płacze ?
- Roberta postrzelili - odpowiedział.
- Co ? Jak to ? - zapytał niedowierzająca.
- Dobra Mario nie zadawaj więcej pytań, później Ci wszystko opowiem. A teraz zostaniesz z Niko ?
- Jasne, a wy jedźcie do szpitala - odpowiedział bez zastanowienia.
- Zbierajmy się już - powiedziałam. - Ja się tylko szubko przebiorę i możemy jechać.
- No dobrze to ja tu czekam - odpowiedział blondas. Szybkim krokiem ruszyłam na górę i weszłam do garderoby. Wybrałam ciuchy, przebrałam się w nie i zeszłam na dół.
- Mario jakby mały zaczął płakać to daj mu jego deserek, który jest w lodówce, ale zanim mu dasz to wyjmij go i go trochę ociepl - rzuciłam do Goetzego.
- Dam radę - odpowiedział. Ja i Marco wyszliśmy z mieszkania. Skierowaliśmy się do auta piłkarza i ruszyliśmy do szpitala. Na miejscu byliśmy po jakiś 20 minutach i od razu wybiegłam z samochodu nie czekając na Marco. Wbiegłam do szpitala, skierowałam się do recepcji.
- Przepraszam, gdzie leży Robert Lewandowski ? - zapytałam recepcjonistki.
- Pan Lewandowski aktualnie ma operację - odpowiedziała.
- A za ile się skończy ?
- Za jakieś 10 minut powinna się skończyć, ponieważ trwa już jakąś niecałą godzinę.
- Aha dziękuje - rzuciłam i odeszłam od recepcji. Usiadłam na krzesełku i czekałam, aż wszystko się skończy. Doszedł do mnie Marco.
- I co ? - zapytał.
- Ma operację - odpowiedziałam zakrywając dłońmi oczy.
- Nie płacz - przytulił mnie. W takiej pozycji czekaliśmy. Po jakiś 10 minutach z sali operacyjnej wyszedł lekarz. Od razu zerwałam się z krzesła i ruszyłam do doktora.
- Co z Robertem ? - przeszłam do rzeczy.
- A pani to ? - zapytał starszy mężczyzna.
- Narzeczona.
- Pański narzeczony miał dużo szczęścia. Kula postrzałowa na szczęście nie przeleciała na wylot i nie trafił w serce - powiedział.
- A co z nim ?
- Podczas operacji nie wystąpiły żadne komplikację, więc pan Lewandowski jeszcze dzisiaj powinien się obudzić - posłał mi uśmiech.
- Dziękuje - uścisnęłam jego rękę.
- Pan Robert będzie leżał w sali 378 - powiedział i odszedł. Wróciłam do Reus'a, który z niecierpliwością czekał na jakąś wiadomość.
- I co z nim ? - poderwał się z krzesła.
- Wszystko dobrze, dzisiaj powinien się jeszcze obudzić - powiedziałam i kamień spadł mi z serca tak samo jak Marco.
- W jakiej sali leży ? - zapytał blondyn.
- 378.
- No to idziemy - powiedział i ruszył, a ja za nim.  Po chwili staliśmy już przed drzwiami do sali. Reus złapała za klamkę i otworzył drzwi. Zobaczyłam Roberta, który leżał na łóżku i słodko sobie spał. Weszliśmy do środka, usiadłam na krześle przy łóżku napastnika, a Marco stanął koło mnie. Złapałam Roberta za rękę i zbliżyłam ją do swoich ust. Mimowolnie łza spłynęłam mi po policzku. Siedziałam tak i nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wyjęłam telefon z kieszeni i na ekranie zobaczyłam sms'a, który był od Klaudii :
* Co robisz kochana ? :) *
Odpisałam jej :
* Jestem w szpitalu *
Długo nie musiałam czekać na odpowiedź :
* Czemu ?!*
Ponownie jej odpisałam :
* Robert został postrzelony *
Gdy pisałam tego sms'a to do moich oczu napłynęły łzy. Po krótkim czasie dostałam odpowiedź :
* JEZU ! NIC MU NIE JEST ?! *
Odpisałam jej :
* Na szczęście nie *
Podałam jej jeszcze adres szpitala i żadnej odpowiedzi nie otrzymałam, zapewne już tu jedzie. 
Klaudia :
Połowę dnia spędziłam sama, ponieważ Mario spędzał dzień z Robertem i Marco. Dzisiaj Weronika wyszła ze szpitala i zobaczyła niespodziankę, którą zorganizował Lewy, a ja mu w tym pomogłam. Robert ją naprawdę kocha, po za nią i Nikodemem nie widzi nic innego. Pewnie niespodzianka spodobała się mojej przyjaciółce. Ubrałam się i poszłam pooglądać sobie telewizję. Przed TV zleciały mi jakieś 2 godziny i do domu nareszcie wrócił mój mąż.
- O przypomniałeś sobie o mnie - zarzuciłam focha, ale takiego na niby.
- Oj no nie gniewaj się słońce - usiadł koło mnie i zaczął się łasić.
- Nie gniewam się, ale mógłbyś trochę więcej poświęcać mi czasu.
- Obiecuję, że to się zmieni - pocałował mnie. - A jak się czujesz ?
- Dobrze, szkrab nie daje na razie popalić - zaśmiałam się.
- To dobrze. 
- Jesteś głodny ? - zapytałam.
- Nie - posłał mi uśmiech. - Możemy porozmawiać ? - i momentalnie spoważniał.
- A o co chodzi ?
- No bo ... kurcze nie wiem jak Ci to powiedzieć.
- Prosto z mostu - nie ukrywam, że trochę się bałam usłyszeć to co ma mi do powiedzenia.
- No bo jutro mam podpisać kontrakt z Bayernem Monachium na przyszły sezon i wiąże się to z przeprowadzką - spuścił głowę, a mnie zamurowało. Nie wierzyłam w to co usłyszałam.
- Co ? Ty sobie żartujesz ? Powiedz, że to żart.
- To nie jest żart - spuścił głowę. 
- Ja nigdzie się nie przeprowadzam ! - dopiero teraz to do mnie dotarło.
- Czemu ? - podniósł głowę.
- Bo mam tu przyjaciół, pracę i kocham Dortmund.
- Tam też będziesz miała pracę - odpowiedział.
- Ale to nie będzie to samo ! Nie rozumiem Cię ! Od małego wychowywałeś się w Borussii, a teraz chcesz to zostawić ?! - wkurzyłam się.
- Chce się rozwijać, spróbować czegoś nowego ! - uniósł głos.
- A co w BVB się nie rozwijasz ?!
- Rozwijam się, ale chce iść na przód. - odpowiedział 
- To pójdziesz na przód sam. Ja nigdzie nie jadę ! Nawet nie pomyślałeś o mnie i o dziecku, które niedługo będziemy mieli.
- Nawet tak nie mów ! Cały czas o Tobie myślę i o dziecku ! Chce dla was jak najlepiej ! - krzyczał, widziałam po nim, że go zraniłam tymi słowami.
- Będzie dla nas najlepiej jak odejdziesz ! - odkrzaczyłam i się popłakałam.
- Nie mówisz poważnie ? - zapytał podchodząc do mnie i mnie obejmując.
- Mówię teraz na poważnie - odepchnęłam go. - Masz się spakować i wynosić !
- Klaudia ... 
- Zostaw mnie ! Wynoś się ! Nie chce cię znać ! - z moich oczy nadal płynęły łzy. Kątek oka spojrzałam na niego i widziałam, że w oczach ma łzy. Poszedł na górę się spakować, a ja podeszłam do okna i patrzyłam co się dzieje za nim. Po jakiś 10 minutach Mario zszedł na dół z walizkami, odwróciłam się i odprowadziłam go do wyjścia. 
- Przemyśl to - powiedział patrząc prosto mi w oczy.
- Niczego nie muszę przemyśleć, zachowałeś się jak egoista ! Oddaj mi klucze od domu - powiedziałam stanowczo. Mój mąż posłusznie oddał mi klucze. Otworzył drzwi i miał już wychodzić, ale jeszcze na koniec powiedział :
- Jakbyś mnie naprawdę kochała to byś ze mną pojechała nawet na koniec świata - i wyszedł. Rozpłakałam się. Rzuciłam się na kanapę w salonie i płakałam do poduszki. Płakałam tak przez jakieś 2 godziny, a w mojej głowie brzmiały tylko słowa Mario : Jakbyś mnie naprawdę kochała to byś ze mną pojechała nawet na koniec świata . Czemu on tak powiedział ? Kocham go i nic tego nie zmieni, a może moje uczucie do niego powoli znika. Sama już nie wiem. Ogarnęłam się i napisałam sms'a do przyjaciółki. Chciałam się z nią spotkać i wyżalić się jej, ale to teraz ona bardziej mnie potrzebuje niż ja jej. Dowiedziałam się, że Robert został postrzelony i teraz leży w szpitalu. Weronika podała mi adres szpitala i pędem wsiadłam do samochodu i z piskiem opon ruszyłam do szpitala. Po niecałych 10 minutach byłam na miejscu i wbiegłam do środka. Lewandowski leżał w sali numer 378. Znalazłam się przed drzwiami do pomieszczenia, lekko uchyliłam je i weszłam do środka. Widziałam zapłakaną Weronikę, która trzymała rękę ukochanego przy ustach. Zauważyłam też Marco, który stał koło młodej polki i martwił się o Roberta, wyczytałam to z jego miny.
- Hej - powiedziałam niepewnie.
- Cześć - odpowiedział Reus, a od strony Weroniki usłyszałam ciszę. Nie mam jej tego za złe, ponieważ wiem, że w takich chwilach nie lubi rozmawiać. Ustałam przy łóżku Roberta i czekaliśmy
Weronika :
Klaudia przyjechała i czekała razem z nami. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam, ale długo nie spałam, ponieważ obudziło mnie poruszenie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Robert lekko się uśmiecha.
- Kochanie - pocałowałam go namiętnie. - Tak się bałam
- I niepotrzebnie - zaśmiał się delikatnie. Złapał się za klatkę piersiową, a dokładniej w pobliżu serca.
- Boli Cię ? - zapytałam.
- Tak
- A mocno ?
- Nie, nie martw się wszystko będzie dobrze - posłał mi swój uśmiech. 
- I tak będę, wiesz o tym - zaśmiałam się.
- Wiem i za to Cię kocham - pocałował mnie w policzek.
- Stary wystraszyłeś mnie - wtrącił się Reus.
- I tak byś nie tęsknił - stwierdził Lewandowski.
- Pewnie tak.
- Wiedziałem - zaśmiał się mój ukochany.
- Nie no, ale tak na serio to się przestraszyłem.
- Dobra koniec - powiedziałam.
- Jak tam Klaudia ? - zapytałam.
- A no dobrze - odpowiedziała, ale wiedziałam, że kłamie.
- Mario Ci powiedział ? - zapytał Lewy.
- Tak.
- I ? - wtrącił Reus.
- A niech robi co chce - odpowiedziała obojętnie.
- Pokłóciliście się - stwierdziłam.
- Tak i co z tego ? - uniosła ton.
- Zrozum go, też byłam na niego zła jak się dowiedziałam, ale zrozumiałam. 
- Aha, czyli ty wiedziałaś i nic mi nie powiedziałaś ?! - krzyknęła.
- Nie krzycz na mnie ! - oburzyłam się i wyszła z sali. 
- Przepraszam, ale ja nie daje rady - usłyszałam głos przyjaciółki za sobą. 
- Z czym ? - zapytałam z lekkim wyrzutem.
- Z tą sytuacją Mario.
- Chce posmakować czegoś innego i tak wiem, że od małego był w Borussii, ale taka piłka nożna, tego nie zmienisz - rzuciłam. 
- Wiem, ale zachował się jak dupek ! Jutro ma podpisać kontrakt, a ja dowiaduje się jeden dzień wcześniej i na dodatek ostatnia ! Pokłóciłam się z nim i wyrzuciłam go z domu - powiedziała i odeszła. Nawet nie zdążyłam nic powiedzieć. Odwróciłam się za nią, ale nie zauważyłam przyjaciółki, ale moje oczy dostrzegły ..
*********************************************
No i macie takie moje wypociny ;c Szczerze mówiąc dużo się dzieje w tym rozdziale, ale jakoś nie jestem do niego przekonana. Chcieliście, abym namieszała w życiu Klaudii i Mario, i oto macie ;) Ale nie wiem co będzie dalej z nimi, jak i z Weroniką i Robertem. A zresztą dowiecie się jak będziecie czytać dalsze rozdziały ;*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 40

Robert :
Gdy Weronika poszła na górę się zdrzemnąć, postanowiłem zadzwonić do chłopaków. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Mario :
- Cześć młody - przywitałem go.
- Hej stary - zaśmiał się.
- Co robisz ?
- Siedzę z Marco i się nudzimy.
- To wpadajcie do mnie - oznajmiłem.
- Ok, to zaraz będziemy - rzucił.
- Wiecie gdzie macie przyjechać ? - chciałem się upewnić.
- Jasne, to do zobaczenia - odpowiedział i się rozłączył. Położyłem telefon na stoliku w salonie. Poszedłem zobaczyć, czy w lodówce jest coś do jedzenia i picia. Lodówka zapełniona, nawet znalazły się napoje procentowe. Wychodząc z nowej kuchni usłyszałem dźwięk dzwonka. Poszedłem otworzyć drzwi, gdy je otworzyłem do mieszkania wpadł duet Gotzeus popychając się i śmiejąc.
- Cicho bądźcie ciołki - powiedziałem.
- E proszę mi bez ciołków - oburzył się Reus.
- Dla was to jeszcze jest gorsze określenie, ale wole go nie wymawiać - zaśmiałem się.
- A gdzie masz swoją ukochaną i pociechę ? - zapytał Goetze.
- Śpią, więc cicho.
- No okej, to co idziemy grać ? - zapytał Marco.
- Jasne, ale od razu mówię, że gram Borussią - zaklepałem sobie.
- Ej ! To nie fair ! - obraził się blondasek.
- To ja gram Barcą - oznajmił Mario.
- Swoim przyszłym klubem zagraj - wypaliłem, ponieważ nadal jest mi przykro, że go zabraknie.
- Lewy możesz już przestać ? - wkurzył się.
- Obydwoje przestańcie - wtrącił się Reus. - Idziemy grać - ruszyliśmy na kanapę i zaczęliśmy grać w fifę. Po jakiś 20 minutach wygrywałem z MR11 5:1 i zostało tak do końca.
- Aaaa, jaki słabiak ! - krzyknąłem i zacząłem tańczyć.
- Oszukiwałeś ! - bronił się.
- Reusik to nie jest nasza wina, że jesteś słaby - zaśmiał się mąż Klaudii.
- Odpierdolcie się - wkurzył się i zarzucił focha.
- Ale bez nerwów kochanie - usiadłem koło niego i głaskałem go, aby się odezwał.
- Ooo jaki słodki widok - usłyszałem głos mojej ukochanej.
- Kotek czemu wstałaś ? - zapytałem odwracając się do niej.
- Bo ktoś drze te swoje piękne mordki - odpowiedziała.
- Przepraszamy.
- Lewy, ale ty masz seksowną kobietę - rzucił Reus.
- Reus... - spojrzałem na kumpla przeszywającym wzrokiem.
- No co ? Mówię tylko to co widzę i myślę - posłał mi swój łobuzerski uśmiech.
- To ty lepiej nie patrz i nie myśl ! - podszedłem do niego i zacząłem się z nim "bić".
- Gorzej z wami niż z małymi dziećmi - zaśmiała się Weronika. - Marco w sprawie tego co wcześniej powiedziałeś to dziękuje, ale to nie dla Ciebie blondasku - wytknęła mu język. Podeszła do mnie i dała mi soczystego buziaka.
- Jesteś głodna ? - zapytałem.
- Właśnie idę sobie coś zrobić - posłała mi uśmiech - A wy coś chcecie ?
- Nie dzięki - odpowiedzieli. Weronika znikła w kuchni, a my powróciliśmy do gry.
- Mario powiedziałeś już Klaudii ? - zapytałem.
- Jeszcze nie, ale dzisiaj zamierzam jej to powiedzieć za nim media zaczną pisać - odpowiedział.
- Co musisz powiedzieć Klaudii ? - usłyszeliśmy młodej polki, która właśnie do nas przyszła i usiadła pomiędzy mną a Goetze.
- A nic takiego - rzucił szybko zakłopotany.
- Widzę, że coś się dzieje - odparła.
- Może trzeba jej powiedzieć ? - zaproponowałem.
- No dobra, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim ? - zapytała psycholog BVB.
- Że nie powiesz nic Klaudii - rzucił.
- Stoi.
- No więc, jutro podpisuje kontrakt z Bayernem na następny sezon.
- Czyli... odchodzisz z Borussii ? - widziałem w Weroniki oczach łzy, które zaraz spłyną po jej policzku.
- Tak ... - odpowiedział niepewnie i moja narzeczona rozpłakała się, i wybiegła z salonu. Szybko ruszyłem za nią zostawiając kolegów z drużyny samych. Wszedłem do najesz sypialni i ujrzałem ją leżącą na łóżku, płakała do poduszki. Delikatnie położyłem się koło niej i zacząłem głaskać ją po głowie.
- Cicho, nie płacz kochanie - powiedziałem i polka odwróciła się do mnie.
- Jak mam nie płakać ? - zapytała.
- Wiem, że to jest trudne, sam nie mogłem w to uwierzyć i sam płakałem, ale niestety taka jest piłka nożna.
- Tak wiem, ale przecież Borussia go potrzebuje, od małego grał w Dortmundzie i teraz chce tak wszystko zostawić ?
- Chce się rozwijać, mnie też niedługo czeka taka decyzja - odparłem.
- Ale zostaniesz w BVB ? - spojrzała na mnie swoimi spuchniętymi oczami.
- Jeszcze wszystko się okaże - przytuliłem ją do siebie.
- Kocham Cię - wyszeptała i dała mi namiętnego całusa.
- Kotku idź się ubierz, doprowadź do porządku i jak będziesz chciała to zejdź do nas na dół. - pocałowałem ją w czoło i wyszedłem. Skierowałem się do pokoju Nikodema, aby zajrzeć czy mały jeszcze śpi. Otworzyłem drzwi, podszedłem do łóżeczka synka i zobaczyłem jak Niko grzecznie sobie leży i wpatruje się w sufit.
- Choć brzdącu do tatusia. - nachyliłem się na łóżeczkiem, wziąłem go na rączki, a ten posłał mi uśmiech. Ubrałem go w ciuszki, które leżały koło łóżeczka. Gdy Nikoś był już ubrany zeszliśmy na dół. Weszliśmy do salonu i wybuchłem głośnym śmiechem na widok Reus'a i Goetzego. Marco chodził na czworaka po podłodze, a Mario na nim siedział.
- Patrz synku jakich masz wujków - otarłem łzy, które spłynęły mi ze śmiechu.
- Niko ! - krzyknął blondas i momentalnie podniósł się na nogi, i tym samym zwalił pomocnika BVB.
- Ała ! Marco debilu uważaj - powiedział Mario leżąc na plecach.
- Chodź do wujka - piłkarz grający z numerem 11. na koszulce nawet nie zwracał uwagi na przyjaciela, tylko podszedł do mnie i zabrał mi Nikodema. Reus uwielbiał dzieci i widać było, że one go też. Mój kumpel zaczął bawić się z moją pociechą.
- Ale body to mogłeś założyć mu inne - powiedział Mario.
- A co jest w nich złego ? - zapytałem.
- Bo są biało-czerwone.
- Oj odczep się - zaśmiałem się.
- Robert ?
- Co jest ?
- Jak Weronika się czuje ? - zapytał.
- A jak myślisz ? Jest załamana tym, że odchodzisz. Cały czas płacze. - odpowiedziałem.
- Ja nie chciałem - spuścił głowę.
- Ja wiem, że nie chciałeś - posłałem mu uśmiech. - Daj jej ochłonąć.
- Ok, ale boję się trochę reakcji Klaudii - odparł.
- W tym to ja Ci już nie pomogę.
- Wiem, wiem - udało mu się lekko uśmiechnąć.
Weronika :
Gdy dowiedziałam się, że Mario ma jutro podpisać kontrakt z Bayernem to się załamałam i rozpłakałam. Zabolało mnie to, wiem i rozumiem to, ale stracę przyjaciela i przyjaciółkę. Robert trochę mi pomógł, ale będę jeszcze chciała pogadać o tym wszystkim z MG10. Po wyjściu Lewego z sypialni, powędrowałam do łazienki się odświeżyć. Zapomniałam ciuchów więc owinęłam się w ręcznik i podreptałam do garderoby. Przez jakieś 15 minut stałam i zastanawiałam się w co mam się ubrać, aż nareszcie znalazłam odpowiednie ciuchy. Założyłam je, zrobiłam lekki makijaż i uczesałam się. Gotowa postanowiłam zejść na dół do chłopaków. Po drodze wstąpiłam do pokoju Nikodema, ale go tam nie było, więc pewnie był z Robertem. Gdy schodziłam na dół to słyszałam Marco jak bawi się z małym. Niepewnie weszłam do salonu i nagle wszystkie oczy zostały skierowane na mnie. Obojętnie przeszłam przez salon i znalazłam się w kuchni. Podeszła do lodówki, otworzyłam ją i wyciągnęłam z niej zimną wodę. Ustałam przy zlewie patrząc co dzieje się za oknem. Wzięłam łyk wody i usłyszałam za mną znany mi głos.
- Możemy pogadać ?
- Chodźmy na podwórko - odwróciłam się i pociągnęłam Goetzego za rękę. Gdy znaleźliśmy się już na zewnątrz, Mario od razu zaczął :
- Przepraszam - wbił wzrok w ziemię.
- Nie masz za co, to ja powinnam Cię przeprosić za swoje zachowanie - odpowiedziałam.
- Nie musisz, bo też bym pewnie tak się zachował. Wiem, że jest to dla Ciebie trudne, ale zrozum, że ja chcę iść na przód. Nie mówię, że w Borussii nie idę, ale chce spróbować czegoś innego. Kocham BVB całym serduchem i nigdy o tym nie zapomnę - wypowiedział to chyba na jednym tchu.
- Wiem, że kochasz Dortmund, ale to i tak mnie boli, muszę to sobie jakoś poukładać. Najbardziej się boję, że stracę przyjaciela i przyjaciółkę - teraz to ja wbiłam wzrok w trawę.
- O to możesz być spokojna. Nigdy nie stracisz mnie, a tym bardziej Klaudii - posłał mi uśmiech.
- Kocham Cię - przytuliłam się do niego. - Ale jako przyjaciela.
- Ja Ciebie też - zaśmiał się.
- Klaudia wie ?
- Jeszcze nie, dzisiaj chcę jej to powiedzieć.
- To na co ty jeszcze czekasz ? Jedź do niej.
- Ok to jadę - posłał mi uśmiech i wyszedł. Ja zostałam w ogrodzie i położyłam się w hamaku. Zamknęłam oczy i delektowałam się promieniami słońca. Jednak mój relaks nie trwał długo, ponieważ poczułam ogromny ciężar na sobie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Reus'a.
- Boże Marco grubasie, złaź ze mnie ! - wrzasnęłam.
- Nie - odparł.
- Czemu ? - zrobiłam wielkie oczy.
- Bo nazwałaś mnie grubasem - po tych słowach jeszcze bardziej się na mnie położył.
- Zgniatasz mi płuca !
- Oj już nie przesadzaj - zaczął się śmiać.
- To nie jest śmieszne ! - krzyknęłam.
- Ależ jest.
- Kochanie ! - zaczęłam wołać Roberta.
- Słucham ? - ustał nad nami z Nikodemem.
- Weź grubasa ze mnie - ledwo co wypowiedziała te słowa.
- Blondasku złaź z mojej narzeczonej - rzucił napastnik w stronę kumpla.
- Czemu ? - zrobił smutną minkę. - Wygodnie mi tak - nie przestawał się śmiać.
- Ale mi nie !
- Reus złaź z niej ! - pan Lewandowski uniósł trochę ton i lama od razu zeszła.
- Tleny ! Dajcie mi tlenu ! - zaśmiałam się. Wstałam z hamaku i podeszłam do ukochanego i dałam mu buziaka.
- A mi ? - wtrącił się piłkarz.
- Marzysz - wytknęłam mu język. - Chodź perełko do mamusi. - zabrałam Niko Robertowi. Pocałowałam go w policzek i cały czas wpatrywałam się w niego jak w obrazek.
- Widzę, że twój syn ma lepiej od Ciebie - zaśmiał się Marco.
- No właśnie widzę - zaśmiał się Lewy i nagle .....
*********************************************************
Jednak jeszcze nie kończę opowiadania, ponieważ trudno mi się z wami rozstać i z tą historią <3 Będzie jeszcze więcej rozdziałów, ale namieszam w nich trochę :) Jeżeli się podobało to zostawcie po sobie jakiś ślad <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 39

3 tygodnie później
Weronika :
Minęły 3 tygodnie i nareszcie mogłam wyjść ze szpitala razem z Nikodemem. Rano obudziłam się i przez okno wpadały promienie słońca. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wstałam z szpitalnego łóżka i ruszyłam do łazienki, aby się odświeżyć i przebrać. Wzięłam torbę z ubraniami, która przyniósł mi Robert. Wyciągnęłam z niej letnią sukienkę, dobrałam buty i byłam gotowa. Spakowałam wszystkie rzeczy i po chwili przyszedł Robert.
- Cześć kochanie - podszedł do mnie i na przywitanie dał mi namiętny pocałunek.
- Cześć - odwzajemniłam gest i posłałam mu uśmiech.
- Gotowa ?
- Oczywiście, tylko jeszcze czekamy, aż przyniesie pielęgniarka Nikodema.
- Dobrze - dał mi buziaka - Mam dla Ciebie niespodziankę.
- Jaką ? - zapytałam zaciekawiona.
- Nie powiem Ci teraz - wytknął mi język. - Zobaczysz jak będziemy w domu. 
- Ej no - udałam, że się obraziłam.
- Nie nabierzesz mnie - zaczął mnie łaskotać.
- Przestań proszę - pękałam ze śmiechu, na moje szczęście do sali weszła siostra z małym Niko. 
- Patrz Nikodem, twoi rodzice zachowują się jak małe dzieci - zaśmiała się młoda kobieta.
- Dzień dobry - posłałam jej uśmiech. - To co maluszku jedziemy do domu. - podeszłam do kobiety i wzięłam od niej mojego malucha. Robert wziął torbę z ciuchami i wyszliśmy ze szpitala. Na dworze było  ciepło i po oczach raziły promienie słońca. Skierowaliśmy się do auta piłkarza, Lewy wrzucił torbę do bagażnika, a Nikodema z fotelikiem położył na tylne siedzenia i zamontował siedzonko. Usiedliśmy na swoich siedzeniach i ruszyliśmy do domu.
- Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie - powiedział napastnik i dał mi szybkiego buziaka, ponieważ prowadził.
- A ja najszczęśliwszą kobietą - posłałam mu uśmiech. Gdy tak jechaliśmy, spostrzegłam, że nie jedziemy w stronę domu Lewandowskiego. - Kotek, ale my nie jedziemy w stronę twojego domu.
- Wiem.
- To gdzie my jedziemy ? - zapytałam zdziwiona.
- Zobaczysz - posłała mi ten swój tajemniczy uśmiech. Owszem lubiłam jego uśmiech, ale nieraz już mnie irytował jak nie wiedziałam o co chodzi.
- Robert powiedz mi - powiedziałam stanowczo.
- Niespodzianka, a z resztą zaraz będziemy na miejscu - zaśmiał się i nie kłamał. Po chwili znaleźliśmy się na obcej mi posesji.
- Robert - spojrzałam na niego pytająco.
- Wysiadka - rzucił i po chwili nie było już go w aucie. Spojrzałam na Nikodema, który sobie słodko spał więc postanowiłam go nie budzić. Wysiadłam z samochodu i podeszłam do Roberta.
- O co tu chodzi ? - byłam już poddenerwowana.
- Oto nasz nowy dom - spojrzał na mnie, po czym posłał uśmiech.
- CO ?! - byłam zaskoczona i jednocześnie szczęśliwa. - Naprawdę ?
- Tak, to jest nasz nowy dom, chce mieć NASZE wspólne mieszkanie.
- Kocham Cię ! - krzyknęłam i rzuciłam mu się w ramiona. Uniósł mnie nad ziemię i obrócił się ze mną w wokół swojej osi. Gdy mnie tylko postawił na ziemi, otrzymałam namiętny pocałunek od mojego ukochanego.
- Też Cię kocham.
- Ja idę po Niko i idziemy zobaczyć dom - powiedziałam podekscytowana.
- Nie ja idę po Nikodema, a ty tu poczekaj - nawet nie zdążyłam się sprzeciwić, bo Roberta już nie było przy mnie. Po chwili mój ukochany wrócił z naszą pociechą. - To co idziemy zobaczyć nasz nowy dom ?
- Jasne - odpowiedziałam podekscytowana. Robert złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do nowego mieszkania. Gdy weszłam do środka, od razu ukazał mi się piękny salon i jadalnia. Szliśmy dalej i znaleźliśmy się w kuchni.
- Jaka przepiękna - zachwycałam się jej wystrojem.
- Wiedziałem, że Ci się spodoba - pokazał rządek śnieżnobiałych zębów. - Idziemy dalej.
- Okej - odpowiedziałam i ruszyliśmy dalej. Naszym przystankiem był pokój dla Nikodema, który znajdował się na drugim piętrze.
- Jezu jaki piękny ! - aż z moich oczu popłynęła łza.
- Patrz Nikoś to twój pokoik - Robert wziął małego na ręce i pokazał mu pokój.
- Ty ten pokój sam zrobiłeś ? - zapytałam podchodząc do mojego ukochanego.
- Z małą pomocą Klaudii - posłał mi uśmiech. - Ale to jeszcze nie wszystko.
- Domyślam się - zaśmiałam się. Wyszliśmy z pokoju małego i udaliśmy się do łazienki, która również była przepiękna. Następnie  znaleźliśmy się w naszej świątyni, czyli sypialni.
- Podoba się ? - zapytał napastnik BVB.
- Jeszcze się pytasz ?! Jest wspaniała - podarowałam mu soczystego buziaka.
- Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę - posłał mi swój podejrzliwy uśmiech.
- Jaką ?
- Zobacz za tymi drzwiami - pokazał na wielkie drzwi, podeszłam do nich i ukazała mi się prześliczna garderoba.
- Aaaaaaaaaa ! - zaczęłam krzyczeć. - Nigdy z niej nie wyjdę
- Hola, hola, a to łóżko to do czego będzie nam służyć ?
- Świntuchu - zaśmiałam się.
- Ale ja o tym nie myślałem.
- Tak jasne
- No dobra, masz mnie - wytknął mi język. - Chodźmy dalej.
- To jeszcze coś jest ? - zapytałam zdziwiona.
- Tak - zaśmiał się mój ukochany. Wyszliśmy z garderoby i zeszliśmy na dół. Wyszliśmy za dom, gdzie był piękny ogródek.
- Jest piękny - w nagrodę otrzymał soczystego buziaka.
- Nikodem, będzie miał gdzie się bawić i grać w piłkę.
- A ja, gdzie opalać - zaśmiałam się
- Kotek ? - spojrzał na mnie.
- Tak ?
- Jesteś szczęśliwa ?
- Jestem najszczęśliwszą osobą na świece. Mam kochanego narzeczonego i wspaniałego synka, chcieć coś więcej ? - przytuliłam się do niego.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też - pocałowałam go.
- Idę położyć małego do łóżeczka - oznajmił napastnik i już go nie było przy mnie. Zostałam sama w ogrodzie. Stałam i patrzyłam w niebo i chciałabym, aby tak zostało na zawsze. Zamknęłam oczy i wyobrażałam sobie jak to będzie za kilka lat. Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie od tyłu.
- Nad czym tak rozmyślasz ? - zapytał Robert.
- Jak to będzie za kilka lat - odpowiedziałam.
- Będzie tak samo tylko, że będziemy staruszkami, a Nikodem będzie miał wspaniałą rodzinę.
- Pamiętam jak jeszcze Cię nie znałam i moje życie było do bani i jeszcze do tego Kamil.
- Nie mów o tym, to przeszłość teraz jesteś ze mną - obrócił mnie i pocałował.
- I jestem szczęśliwa - posłałam mu uśmiech. Staliśmy w objęciach, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i na ekranie pokazało mi się zdjęcie Klaudii :
- Cześć - uśmiechnęłam się do telefonu.
- Cześć i jak tam ? Niespodzianka się podoba ? - zapytała.
- I to bardzo - zaśmiałam się.
- To kiedy imprezka ?
- Nie tak szybko, mam małe dziecko, a ty w drodze.
- Oj no dobra - zaśmiała się. - Ja muszę kończyć, bo Mario coś chce.
- No papap - pożegnałam się i rozłączyłam.
- Co robimy ? - zapytał piłkarz.
- Jestem trochę zmęczona i chyba pójdę się przespać - odpowiedziałam.
- No dobrze, ja może pogram sobie w fife tylko zadzwonię do Marco i Mario - posłał mi uśmiech.
- Okej tylko proszę, cicho bądźcie, bo was roznoszą te emocje jak gracie - zaśmiałam się.
- Ja jestem cicho, to Marco drze tego ryja swojego pięknego.
- Dobra, dobra już na niego nie zganiaj - wytknęłam mu język i dałam buziaka. Poszłam do domu i skierowałam się do pokoju maluszka, by upewnić się czy śpi. Nikodem słodko sobie spał i uśmiechał się, zrobiłam mu zdjęcie i ustawiłam jako tapetę na telefonie. Poszłam do sypialni, wzięłam inne ciuchy i skierowałam się do łazienki. Przebrałam się w luźniejsze ciuchy i wróciłam do sypialni. Rzuciłam się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**********************************************************
No i nareszcie jest ten 39 rozdział :) Przepraszam was, że przez pewien czas nic nie dodawałam, ale zbliża się koniec roku i trzeba poprawiać oceny ;c Trochę krótki, ale jest to spowodowane tym, że nie miałam pomysłu na niego :c Powoli zbliżamy się do końca opowiadanie. Będzie może jeszcze 1 lub 2 rozdziały i Epilog :)
Wczoraj Polska zremisowała z Mołdawią i mamy marne szansę na wejście do Mundialu, ale nie poddawajmy się <3
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3



niedziela, 2 czerwca 2013

Libster Awatds

Dziękuje za nominację żanetce348 <3
Pytania, na które odpowiem ;p
1. Ulubiona piosenka ?
- Rihanna - Stay
2. Ulubiony sportowiec ?
- Robert Lewandowski <33333
3. Jakie jest twoje hobby ?
- Taniec, ale również lubię pograć w nogę :)
4. Czy lubisz piłkę nożną ?
- Kocham <3
5. Ulubione danie ?
- Truskawki z makaronem *.*
6. Ulubiona pora roku ?
- Lato ;3
7. Kim chciałabyś zostać w przyszłości ?
- Tancerką, ale najbardziej to psychologiem sportowym <3
8. Masz rodzeństwo ?
- Tak, 4 braci -.-
9. Lubisz mojego bloga ?
- Oczywiście ! Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały <3
10. Jak spędzasz wolny czas ?
- Z przyjaciółmi
11. Kiedy się urodziłaś ?
- 22.03.1998

Nominowani :
1. http://przyjazn-i-milosc-w-borussi.blogspot.com/
2. http://izakubastory.blogspot.com/2013/02/rozdzia-39.html
3.http://zakochaniwdortmundzie.blogspot.com/
4.http://zakochana-w-robercie-lewandowskim.blogspot.com/p/bohaterowie_3.html
5.http://trolololove.blogspot.com/

Moje pytania :
1. Twój ulubiony klub ?
2. Czy masz jednego bloga, czy więcej ?
3. Ulubiony piłkarz ?
4. Czy lubisz mojego bloga ?
5. Masz rodzeństwo ?
6. Co skłoniło Cię do napisania bloga ?
7. Lubisz piłkę nożną ?
8. Jeśli masz swój ulubiony klub, to za co go cenisz ?
9. Ulubiona piosenka ?
10. Kim chciałabyś zostać w przyszłości ?